poniedziałek, 31 sierpnia 2009

niedziela, 30 sierpnia 2009

ostatnie dni wakacji



Wrócilismy. Dwa dni spędzilismy w Łazorach. Biegalismy z Antkiem nad Tanew na długie spacery. Byłoby cudownie ale dziadek dostarczył nam atrakcji, bo zemdlał w kuchni. Z duszą na ramieniu pojechałam do Furioso.
Przyjechała Agnieszka Słowik-Kwiatkowska z córka Rózyczką i w połowie tygodnia dojechał Piotrek Michnikowski z Zuzią.
Jak zwykle było cudnie, prawie bajkowo. Gapiłyśmy sie na konie. Jak zwykle malowałyśmy, śpiewałysmy, plotkowałyśmy, a dzieciaki stadnie biegały po ośrodku. Sprzedałam jeden obraz i jeden szkic mam wysłać do Austrii.
Złamałam się i...wsiadłam na konia. tak się rozszalałam,że dwa razy pojechałam w teren. Było absolutnie bosko.

środa, 19 sierpnia 2009

Wyjazd

Miałam jechac dziś rano, ale udzielałam się w sprawach osiedlowych przed kamera TVN-u. Torby spakowane, akwarele, aparaty, szkicowniki. Jade po Antka, a potem razem do Furioso do Starych Żukowic. Ciao...bede pod koniec sierpnia

wtorek, 18 sierpnia 2009

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

ach ta Łódź!

Impreza sobotnia trwała chyba z 12 godzin. Tańce, hulanki swawole, wino lejące się hektolitrami. W niedzielę ledwo żywi dotarlismy na działke do Anity i Pawła.
Mialam nadzieję zabrać zdjecia imprezowe, ale...niestety Justynka zamontowała jakis program na kompie taki co wszedł w konflikt ze starym oprogramowaniem i komp nie widział aparatu. A czytnika kart Motyczki nie mają. I płytka gdzies przepadała z instalacją. Szkoda, ech, szkooooda.

sobota, 15 sierpnia 2009

Piję kawę.

Sobota, godzina 6.51- własnie piję kawę i szykuję się na pociąg do Łodzi. Jadę troszkę poprzeszkadzać Motykom.

piątek, 14 sierpnia 2009

jakoś tak


Od dwóch dni walczymy z muszkami owocówkami. Dobrze, ze wyjadę jutro, do Łodzi to może wymrą murwy kuszki.
Od rana malowanie. Jeden obrazek skończyłam , drugi zaczęłam, a trzeci jest w trakcie.
Wysłałam piórniczek Taranowi, pożyczyłam ksiązki i pojechałam na dworzec bo mój ślubny zapomniał leków, a chcą sobie z kumpelm zrobić górską wyrypę. Stwierdziłam, że będę im przeszkadzać, więc jedzie sam. Mam nadzieję, że będzie się dobrze bawił.
Skoczyłam na Mazowiecka kupiłam ramki. W domu się oczywsicie okazało, że jedną kupiłam o złych wymiarach bo raz: jakiś dureń powiesił ramke nie na tym wieszaku co trzeba, dwa, ja wykazałam się niefrasobliwoscią i skupiłam się na profilu ramy, a nie sprawdziłam wymiaru. Będę teraz specjalnie do tej ramki musiała CÓŚ namalować.
Dziwnie mi jakoś tak. Wieczór w piątek, a ja sama w domu...hmmm...

czwartek, 13 sierpnia 2009

Ach to jeziorko.

We wtorek pojawił sie artykuł w Rzepie i planach co do jeziorka czerniakowskiego . Spotkalismy sie z Refleksem, ustalilismy plan działania. Troszkę wybił mnie z rytmu wtorkowy wieczór, bo pojechałam do Marleny a wróciłam do domu, wczoraj ok. 18.Wieczorem celebrowałyśmy sery, wino i towarzystwo, a rano celebrowałyśmy śniadanie, potem szykowanie obiadu i wyjazd do sklepu dla plastyków. Czas sączył się wolno...
Za to dziś od rana kurcgalopik. Poczta, xero artykułu, zakupy na obiad, pogoń za Tytusem dla Antka, uciązliwa o tyle, że pobliskie kioski na urlopach, rozwieszanie informacji o planach developerskich na osiedlu. Znalazłam tez chwilę na fryzjera:-P

Rozwieszanie info nie było proste, bo jak coś nie wisi w gablotce, to wisi chwilkę. Udało mi się dorwać panie mieszkające w Willi Anna ( twierdza nie do zdobycia), zeby powiesiły u siebie w budynku informacje, bo...wygląda na to, że będa mieli przelotówkę pod oknami.

Wrzucam pare drzew znad jeziorka. Muszę się wybrać z aparatem i popstrykać, utrwalić to co mają chęć zniszczyć...







W sprawie Jeziorka Czerniakowskiego

Dostałam meila:
Witam
jestem autorem tekstu który zacytowała Pani na swoim blogu
http://debrade.blogspot.com/2009/02/q.html

Od czasu powstania tamtego tekstu sporo się zmieniło, niekoniecznie na lepsze. Dzięki akcji zbierania podpisów udało się obronić istnienie parkingu, niestety panie studentki-projektantki (nie żebym miał coś przeciw studentkom) z firmy Solar-Arch w napadzie kolejnej genialnej
wizji przesunęły omawianą drogę pomiędzy bloki 2 i 4, 1.5 metra (półtora) od krawędzi ogródków.
Z dobrych zmian - zauważono nas. Rada Dzielnicy zaprasza nas na obrady, mamy nawet prawo się wypowiedzieć. Słuchają, albo przynajmniej udają:).
Szczegóły ostatnich rozmów są wyglądają następująco:
Warszawa, 24-07-2009

Szanowni Współmieszkańcy

Na posiedzeniu Komisji Planowania Przestrzennego Rady Dzielnicy Mokotów
w dniu 23-07-2009 omawiany był projekt Planu Zagospodarowania Przestrzennego (PZP) dzielnicy Mokotów, w tym również terenu osiedla Bernardyńska oraz terenów przyległych, między innymi terenu Łuku Siekierkowskiego oraz obecnych terenów na zachód od naszego osiedla (łąki). Tereny te zostały sprzedane jakiś czas temu developerowi (firmie
Marvipol) z przeznaczeniem na zabudowę wielorodzinną. Jak Państwo pamiętacie kilka miesięcy temu miała miejsce akcja zbierania podpisów pod wnioskiem o zachowanie istniejącego parkingu pomiędzy blokiem 1A i 2 i niedopuszczenie do poprowadzenia tamtędy ulicy łączącej Bernardyńską z planowanym osiedlem a dalej z Trasą Siekierkowską. Dzięki zaangażowaniumieszkańców (zebraliśmy ponad 200 podpisów pod wnioskiem) udało się tą
inicjatywę zastopować.

Niefrasobliwość, ewidentne błędy w sztuce projektowania i brak jakiegokolwiek pojęcia o istniejących na naszym osiedlu realiach a także uzasadnione podejrzenie działania na korzyść developera kosztem obecnychmieszkańców osiedla Bernardyńska skłoniła biuro projektujące Plan Zagospodarowania Przestrzennego do umiejscowienia tej drogi pomiędzy budynkami nr 2 i nr 4 jako niemal przylegającej do naszego budynku (w odległości 6 m od skraju budynku czyli de facto przy żywopłocie wyznaczającym teren ogródków przy bloku, w odległości mniej więcej 5metrów od wejścia do bloku! Droga ta uzyskała w PZP numer 15KDD.

Lokalizacja drogi została oprotestowana zarówno przez poszczególne departamenty Rady Dzielnicy Mokotów jak i przez władze Spółdzielni Energetyka oraz nas, mieszkańców bloku Bernardyńska 2 i 4. Obecna wersja PZP, mająca dodatkowo wiele innych usterek merytorycznych została na Radzie Dzielnicy odrzucona. Mając nadzieję na korzystną dla nas zmianę projektu PZP jednocześnie chcę uczuli Państwa jako mieszkańców na ten problem. Marvipol zdecydowanie naciska na poprowadzenie jeszcze jednego łącznika między ul. Bernardyńską a planowanym osiedlem. Nie możemy dopuścić, aby próba zapewnienia komfortu nowym mieszkańcom wiązała się z katastrofalnym obniżeniem jakości naszego życia, spadku wartości mieszkań i znaczącego obniżenia poziomu bezpieczeństwa. Nie możemy do tego dopuścić! Dlatego koniecznym jest bieżące monitorowanie stanu prac nad PZP i wnoszenie uwag dotyczących zapewnienia naszemu otoczeniu odpowiednich parametrów jak również niedopuszczenie do uczynienia z ul. Bernardyńskiej drogi przelotowej pomiędzy Trasą Siekierkowską na Wilanowem i Ursynowem.

Obok znajdziecie Państwo zdjęcia w/w Planu Zagospodarowania Przestrzennego z uwzględnieniem obszaru sąsiadującego z naszym budynkiem.

PODSUMOWUJĄC: Drogi 15KDD najprawdopodobniej NIE BĘDZIE, jednakże musimy na bieżąco kontrolować kolejne próby modyfikacji infrastruktury drogowej na naszym osiedlu i reagować tak, aby nie dopuścić do przeprowadzenia przez nie dróg przelotowych.

oraz tutaj
http://blog.zw.com.pl/blog/archives/7126

Przejrzałem Pani blog, jest bardzo oryginalny i przede wszystkim ma dużą popularność. Staramy się nagłośnić sprawę, użyć mediów jako tarczy pomiędzy nami a deweloperem (już wiemy że teren kupił Marvipol, co wróży jak najgorzej, szczegóły w linku powyżej).

Jeśli do czasu do czasu wracałaby Pani do tematyki jeziorka i os. Bernardyńska, byłoby super. Ludzie muszą wiedzieć. Albo dowiedzą się jak już będzie za późno i ostatni bażant odleci...nie wiem gdzie, jakoś siętu ciasno robi.

Pozdrawiam

11.08. był arytkuł w Życiu Warszawy.Informuje, że powstał nowy blog w tym temacie. Zainteresowanych zapraszam.

poniedziałek, 10 sierpnia 2009

Termál fürdő

kto by pomyślał

Oj przyzwyczaił mi się tyłek do temperatur powyżej 30 stopni. Na termometrze 25 stopni a mi chłodno:->

niedziela, 9 sierpnia 2009

No to jestem




Przez tydzień latałam z rodziną po Jurze i po Pieninach. Spaliśmy to tu, to tam, tak jak lubię. Były grane pola campingowe, żarełko pod chmurką i kilometry w nogach.
Potem zrobilismy skok do Eger gdzie pławiliśmy się w winie. Stwierdziłam, ze jestem coraz bardziej leniwa, bo nie chce mi sie nosić aparatu...hehe. Naprawdę to rozwaliła mi się torba fotograficzna, tak, ze pstrykałam niewiele, bo nie miałam jak ze soba zabrać sprzętu.
Z resztą co się tam zrobi na wakacjach?