poniedziałek, 1 marca 2010

25 Urodziny Teatru im. St.I. Witkiewicza

Marlena wyciagneła mnie do Zakopca, na 25 urodziny Teatru im. St.I.Witkiewicza. Wyjechałysmy w środę. Początkowo miałysmy wracać w piątek, skończyło się na powrocie w niedzielę.
Było bardzo intensywnie, wykłady, filmy, koncerty spektakle. Przytrafiło się kilka rzeczy które podobały mi się bardzo i kilka , które wzbudziły moje powątpiewanie, czy aby na pewno się znam na teatrze, skoro nie podoba mi się.Klika rzeczy zostało zepsutych przez fatalne nagłośnienie, ogromną ilość basów, wokal ginący wśród morza zbyt głośnych dźwięków. Mimo tych paru niedogodności chłonęłam atmosferę.
Odżywiałyśmy się przekąskami serwowanymi na przedstawieniach. Prowadziłyśmy niekończące się rozmowy ze sobą oraz ze spotkanymi ludźmi. Nakręcone ekscytacją codziennie siedziałyśmy do samego końca, a spektakle kończyły się o 3-4 rano.
Spotkałyśmy Manowskich. Po latach miałam czas, żeby z nimi pogadać i pobyć razem. W Warszawie człowiek zagoniony, a tu...wszystkich ściągnął Teatr o niesamowitej energii i magii, i dzięki temu Urodziny były pretekstem do cudownych spotkań.

Powrót do Warszawy był przedziwny. Do 6 byłysmy w Teatrze, więc padłysmy nieprzytomne spać. O 12 z minutami miałyśmy pociąg. Razem z nami wracała Agatka z Brunem, swoją siostrą i Tosią. Miały zarezerwowany przedział. My kupiłysmy bilety w dniu wyjazdu. W pociągu natomiast okazało się , że naszych miejsc nie ma, przedziału nie ma takze, bo...podstawili inne wagony, bezprzedziałowe i...krótsze. Wobec tego co chwila ktos robił w pociągu awanturę, albo szukał wolnego miejsca. Nie ma jak PKP.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze anonimowe i obraźliwe najprawdopodobniej zostaną skasowane.