Znalazłam w telefonie SMSa od Ewy co załatwiło mnie to zupełnie, na dzień dobry zanim wsiadłam do pociągu. Na cmentarzu w kaplicy puściły mi nerwy. Płakałam cały czas, a przemowa Anety Gawkowskiej rozwaliła mnie tak, że mało nie zemdlałam. Odprowadziliśmy Ewę i dżwięk ziemi sypanej na trumnę zaatakował mnie bólem głowy, który mimo proszka przeciwbólowego przeciagnał się przez całą konsolację i odprowadził mnie do Warszawy... Idę spac bo oszaleję.
piątek, 5 czerwca 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


...sen jest dobry, bardzo pomaga, trudno napisać co człowiek czuje w takich momentach...ważne, że tam byłaś ....ona to wie....nie chcialem pisac banału, ale banał w tego typu sytuacjach jest chyba najbardziej trafny i potrzebujemy go jak nigdy...Maliwno, gdyby na świecie było więcej takich ludzi jak Ty, to świat byłby lepszy...
OdpowiedzUsuńMoze,nie wiem...wiem, że będzie mnie gryzło to, że jej nie ma. Jak powiedziała Gawkowska, pewnie Bóg nie mógł się doczekać, kiedy Ewka zrobi u Niego imprezę i upiecze najlepsze na świecie biszkoptowe ciasto...
OdpowiedzUsuńGawkowska pięknie powiedziała ... może tak właśnie jest
OdpowiedzUsuń