poniedziałek, 13 stycznia 2020

Nowe technologie

Rozkminiam nowe urządzenie. Musze przyznać, że daje dużo fajnych mozliwości. No i niestety, potwierdził się moje podejrzenia i mam uczulenie na kota. Jest mi z tej racji bardzo przykro. Zawsze wyobrażałam sobie siebie na starośc otoczoną stadem sierściuchów. A tak owszem, mogłabym sie otoczyć i mieć ciągle wściekle czerwone, piekące i spuchniete oczy.


czwartek, 2 stycznia 2020

I po świętach!

Podrzuciliśmy Antka do Łodzi i pojechaliśmy do Łączkowic odpocząć od zgiełku świata i spędzić trochę czasu z ukochanymi moimi przyjaciółmi Agą i Wojtkiem. Łączkowice dzieki Nim są najbardziej magicznym miejscem na ziemi, gdzie czas wywija się na drugą stronę i śmieje się sam z siebie.

Ulubiony męski kącik. Dwóch facetów plus pies, tez facet :))




Krzyś w roli Jednorożka. Nakręciliśmy filmik który hula na Facebooku. Jednych bawi, drugich zgorszył złym smakiem. Nama natomiast dał dużo radości.


święta, święta

Pojechalsmy do babci do Dzierżoniowa. Szał z kupnem choinki i ubieraniem. Ale...chyba pierwszy raz w życiu nie umarliśmy z obżarstwa. Główną przyczyną jest nasza rezygnacja z mięsa. Spowodowało to to, że nie było na stole indyka, ani gęsi, wędlin, schabów pieczonych itp.  I dobrze...















Pogoda była podła, ale...w górach złapalismy trochę śniegu. Na dole plucha, a tam na Przełęczy Jugowskiej było tak pięknie...
Uwielbiam śnieg. W tym roku jednak nie wygląda na to, żeby gdzieś miał spaść w jakiejś sensownej ilości.




 






czwartek, 19 grudnia 2019

Wypad do Krakowa

Uwielbiam krakowski Kazimierz. Ponieważ trafił się wolny weekend oraz potrzeba zawiezienie obrazu do Krakowa zrobilismy sobie z Krzysiem wieczór na Kazimierzu.
No cóż...było nastrojowo.



















czwartek, 12 grudnia 2019

Jak ten czas leci

Tak wiem, znowu nie pisałam, znowu, znowu.
Mam kontuzję ręki, prawej reki. Nie mogę robic zdjęć aparatem, nie mogę długo utrzymać pędzla. Ogólna frustracja. Uszkodziłam sobie sciegno łączące łokieć z nadgarstkiem. I uszkodziłam...w Wenecji. Cos co wzięłam za zwykłe zakwasy od ilosci podniesień aparatu do oka, okazało się całkiem poważną kontuzją.

Udało mi sie jednak skończyć jeden obraz. NIgdy tak długo żadnego nie malowałam. Tu zaangażowałam lewą rekę. Wszystkie liście są zrobione lewą łapką.

poniedziałek, 7 października 2019

Wenecja

  Mam mnóstwo mieszanych emocji. Z jednaj strony jestem zadowolona, że mogłam spędzić dzień w Wenecji na łażeniu, z drugiej jestem wkurzona, że akcja z pokazem i sesją, musiała zostać załatwionajednego dnia przez pogodę. Tak...bo w Wenecji też czasem pada deszcz...
  Dowiedziałam się także kilku rzeczy o których ciężko mi tu pisać, bo dotyczy to ludzi, których szanowałam i...jednak jeszcze jakoś ich lubię.
  Za to kilka innych osób okazało sie byc cudownymi towarzyszami i odpowiedzialnymi ludźmi pełnymi empatii. Z Nimi mogę konie kraść i jechać do każdej roboty i...zwiedzanie :)
  Zakwaterowanie mieliśmy na bardzo zacnym campingu w nowiutkich domkach. Do morza mieliśmy 5 minut. Do samej Wenecji musieliśmy dopłynąć promem co w pogodny dzień jest dużą przyjemnością, za to w dzień deszczowy, zimny i wietrzny nie jest. Camping załatwiała Karolina Olczyk i muszę stwierdzić, że wszystko co leżało w Jej obowiązkach zorganizowane było perfekcyjnie. Gorzej było z organizacją pokazu, ale za wielkość Pawilonu Polskiego w Wenecji nie odpowiadamy...a szkoda, bo pokaz bez odejścia w ciasnym pomieszczeniu na środku którego stoi przenicowany samolot nie miał siły.  Na szczeście wyjście z kostiumami w miasto było spektakularne. Po prostu...wywołaliśmy sensacje na ulicach Wenecji. Wszyscy robili zdjęcia, zatrzymywali się i robił się naprawdę duży zator.
Fot. Wojtek Mosiołek

Fot. Wojtek Mosiołek

Fot. Wojtek Mosiołek

Fot. Wojtek Mosiołek

Fot. Wojtek Mosiołek

Fot. Wojtek Mosiołek

fot. Joanna Minkiewicz
fot. Joanna Minkiewicz
fot. Joanna Minkiewicz
fot. Joanna Minkiewicz
selfik
selfik