niedziela, 10 lutego 2019

Intensywny tydzień

Od poniedziałku siedziałam w Koneserze, rysowałam tam i spotykałam z tymi, którzy chcieli się ze mną spotkać. Zrobiłam kilka rysunków w tzw. międzyczasie, ponieważ szykujemy grupą Equitas Equitatum grupową wystawę . Postanowiłam, że tym razem pokażę rysunki.

Z chłopakami wybraliśmy się na "Scenariusz dla nieistniejącego lecz możliwego aktora instrumentalnego ". Widziałam ten spektakl 25 lat temu. Krzychu pierwszy raz widział 30 lat temu...Peszek swietny, mimo, ze wiek nie pozwala Mu utrzymać takiego tempa jak tych 25 lat temu, to dalej zachwyca. Cieszę się, że Antek zobaczył Mistrza na żywo w tym kapitalnym monodramie.
I dziś wybralismy się do Zamku Królewskiego ponieważ...mozna było zobaczyć Rolkę Sztokcholmską. Umówiliśmy sie z Gusią i Gosią na 12 i to była dobra godzina. Jak wychodziliśmy to była już zakręcana kolejka! Serce rośnie, że tyle ludzi chce to obejrzeć, ale przykro, że ekspozycja tylko ma być miesiąc. Na wszelki wypadek kupiłam sobie album z całą Rolką.

poniedziałek, 4 lutego 2019

Spotkania w Koneserze

Dziś pierwszy dzień byłam do dyspozycji gości chcących porozmawiać o moich obrazach w Koneserze. Rozstawiłam sobie stanowisko pracy o 12 i miło spędziłam czas na rozmowach z ludźmi, których dopiero co poznałam i na rysowaniu. Ze starych znajomych odwiedziła mnie Ela Chojna. Czas do 18 zleciał mi nie wiadomo kiedy. Jutro i w najbliższe dni, będę tam od 14. W piątek może zostanę dłużej...
Szykuję się do grupowej końskiej wystawy, na której chcę pokazac rysunki. Szkopuł w tym, że...prawie ich już nie mam, więc czas pomiędzy rozmowami postanowiłam wykorzystać na rysowanie. Szło mi jak burza. W tym Koneserze jest bardzo dobra energia do pracy.

poniedziałek, 28 stycznia 2019

Wystawa w Koneserze


26 stycznia odbyło sie otwarcie mojej wystawy w Koneserze. Kuratorem jest Anita Wolszczak, założycielka domu aukcyjnego Art in House. Było tyle ludzi, że... nie miałam czasu robic zdjęć. Niestety nie wydelegowałam żadnego "umyślnego", a Krzychu zrobił mi tylko to jedno zdjęcie. A szkoda. Ludzi było bardzo dużo. Pojawiły się osoby, których nie widziałam od lat! Ucieszyło mnie to ogromnie.

Wystawa miała mieć otwarcie w zeszłym tygodniu. Niestety przez żałobę narodowa musiałyśmy wszystko poprzekładać. I...poinformować o tym ludzi. Udało się o czym świadczy frekwencja. Bo do końca miałam lęki, czy do wszystkich dotarła zmiana daty.

czwartek, 24 stycznia 2019

Meteor i RDC

Napisałam wczoraj artykuł do LiryDramu, odpowiadałam na maile. Malowałam gdy zadzwoniła Agnieszka. Stanęłam przy biurku, spojrzałam w okno i...zobaczyłam meteor! W pierwszej chwili pomyslałam, że to chyba jakaś raca, jednak okazało się, że jedna z moich znajomych Jule Ross widziała to samo w Pruszkowie.

Wieczorem byłam w radiu RDC i opowiadałam o swojej twórczości. Jak ja nie lubię słuchać swojego głosu...brrrrr Prowadzący Piotr Szymon Łoś jest przesympatyczny i profesjonalny. Ja byłam zestresowana bo wszystko szło na żywo, a radio...nie lubi ciszy.


fot. RDC

czwartek, 3 stycznia 2019

Święta, święta i po świętach. Witaj Nowy Roku!

Na Święta pojechaliśmy do babci do Dzierżoniowa. Jak zwykle babcia dostarczyła nam "atrakcji", czyli mimo naszych protestów skakała po krzesłach poprawiając czubek na choince, bo jak wiadomo - Ona zrobi to najlepiej. Kolejną rozrywką było poszukiwanie prezentu dla Kasi. Babcia kupiła Jej super ciepłe kapcie z przeznaczeniam do pracowni i gdzieś te kapcie schowała. Kasia z Krzyśkiem przyjechali w pierwszy dzień Świąt i dołączyli sie do poszukiwań. Kapcie znalazły się w...drugi dzień, kiedy Kasia już pojechała do Wrocławia. Oczywiście były w miejscu w którym były szukane kilka razy. Jak to się mówi "diabeł ogonem nakrył"
 Podrzuciliśmy Antka do pociągu w Łodzi, a sami pojechaliśmy do Łączkowic. Jak wiadomo po każdych rodzinnych świętach trzeba odpocząć. Tu u Agnieszki spędziliśmy czas jak zwykle miły bardzo. Tu muszę wspomnieć o...zupie grzybowej Agnieszki, takiej co została po świętach i zostaliśmy nią poczęstowani w Łączkowicach. Ta zupa grzybowa to był ideał zupy grzybowej, co w sumie mnie nie zdziwiło, bo Aga jest artystką we wszystkim czego się dotknie.
Po raz drugi podjęłyśmy akcję farbowania moich kudełków. Z pomocą Agi zostałam tym razem bardzo platynową blondynką. Okazje w końcu miałam dwie, jedna ta moje skromne urodziny oraz zbliżający się Nowy Rok.
Na Sylwestra do Agi dojechały jeszcze trzy osoby, Śrubka, Ewa i Bartek. Pobalowaliśmy, pośmialiśmy. Było naprawdę świetnie. Rano nawet nie mieliśmy z Krzysiem kaca ( hehe ) i mimo deszczu wybraliśmy się na spacer do lasu. W końcu w Warszawie to nie takie proste i oczywiste, a tu las za płotem więc grzechem byłoby nie iść i nie zrobić sobie inhalacji.

A teraz kilka refleksji z końcem roku...Pierwszy raz zetknęłam się z tym, że ktoś moje życzenia uznał za ironiczny żart oraz, że dostałam odpowiedź na życzenia bardzo osobiste odpowiedź w stylu "mam to w dupie". Tak wiem, że niektórzy ludzie uznają życzenia jako przymus, ale zakładać iż są nieszczere? Albo odpowiadać niegrzecznie? Nawet jeśli jesteśmy na jakiś temat odmiennego zdania, życzenia są życzeniami, a nie wypowiedzeniem wojny.

czwartek, 20 grudnia 2018

Święta za pasem


Dziś dostałam piękny prezent od kumpla. Dobrze wiedział jaką muzyką można mi sprawić radochę. Chyba każdy uwielbia takie niespodzianki. Będę miała czego słuchać w trakcie malowania.


Powrót do pracy


Wróciłam do pracy i od razu wpadłam w młyn uczelniany i jak pisałam zaczął się kongres rysowników. Ja osobiście byłam zachwycona. Z resztą nie tylko ja, bo reszta osób biorących udział w akcji także.
Pracowaliśmy przez trzy dni ze studentami i efekty takie oto...


Po pracowitym tygodniu udało mi się spotkać z Beatą i Piotrem. Z Piotrem nie widzieliśmy się całe lata. Spatkaliśmy się w listopadzie przed moją operacją i umówiliśmy się, że się umówimy. No i udało się. Naszło nas na wspominki i obgadaliśmy kilku naszych starych znajomych tak, że chyba ich piekły uszy.