poniedziałek, 7 października 2019

Wenecja

  Mam mnóstwo mieszanych emocji. Z jednaj strony jestem zadowolona, że mogłam spędzić dzień w Wenecji na łażeniu, z drugiej jestem wkurzona, że akcja z pokazem i sesją, musiała zostać załatwionajednego dnia przez pogodę. Tak...bo w Wenecji też czasem pada deszcz...
  Dowiedziałam się także kilku rzeczy o których ciężko mi tu pisać, bo dotyczy to ludzi, których szanowałam i...jednak jeszcze jakoś ich lubię.
  Za to kilka innych osób okazało sie byc cudownymi towarzyszami i odpowiedzialnymi ludźmi pełnymi empatii. Z Nimi mogę konie kraść i jechać do każdej roboty i...zwiedzanie :)
  Zakwaterowanie mieliśmy na bardzo zacnym campingu w nowiutkich domkach. Do morza mieliśmy 5 minut. Do samej Wenecji musieliśmy dopłynąć promem co w pogodny dzień jest dużą przyjemnością, za to w dzień deszczowy, zimny i wietrzny nie jest. Camping załatwiała Karolina Olczyk i muszę stwierdzić, że wszystko co leżało w Jej obowiązkach zorganizowane było perfekcyjnie. Gorzej było z organizacją pokazu, ale za wielkość Pawilonu Polskiego w Wenecji nie odpowiadamy...a szkoda, bo pokaz bez odejścia w ciasnym pomieszczeniu na środku którego stoi przenicowany samolot nie miał siły.  Na szczeście wyjście z kostiumami w miasto było spektakularne. Po prostu...wywołaliśmy sensacje na ulicach Wenecji. Wszyscy robili zdjęcia, zatrzymywali się i robił się naprawdę duży zator.
Fot. Wojtek Mosiołek

Fot. Wojtek Mosiołek

Fot. Wojtek Mosiołek

Fot. Wojtek Mosiołek

Fot. Wojtek Mosiołek

Fot. Wojtek Mosiołek

fot. Joanna Minkiewicz
fot. Joanna Minkiewicz
fot. Joanna Minkiewicz
fot. Joanna Minkiewicz
selfik
selfik

U Aleksa

Przez kilka dni byłam w Furioso. Cóż plener został z maja przełożony na wrzesień. Tak bywa...Ja byłam wczesniej, potem dojechała reszta towarzystwa.Po raz pierwszy na plenerze była Magda Muraszko-Kowalska. Niestety z uwagi na pokaz WSA na Biennale w Wenecji, musiałam wczesniej wyjechać, czego oczywiście bardzo żałuję.

poniedziałek, 2 września 2019

Czas spotkań



Spotkałam sie z Piotrem i Beatą. Najpierw któregoś dnia wybralismy sie na Wólkę Węglową na grób ich Mamy, którą znałam całe lata. Tydzień później wybraliśmy sie na działkę na której nie byłam lat...ponad 30 lat. Postawili nowy domek. Spędziliśmy przesympatyczne chwile na hamakach, popijając kawkę i ciesząc się sierpniowym ciepłym popołudniem.
Czas spędzany z moimi chłopakami razem też zaczyna mieć coraz częściej formę spotkań. Antek  dostał się na studia w Łodzi i tam teraz głównie jest skierowana Jego energia. Pojechaliśmy wiec   wykończyć Jego łódzkie mieszkanie . Zamontowaliśmy szafę, kupilismy i zamocowalismy szafę w przedpokoju. Wieczorem pojechalismy do Agi i Wojtka Adze oddałam książki, pożyczyłam kolejne. Pogadaliśmy, pośmialiśmy się. Wszystko to na wariackich papierach.

piątek, 23 sierpnia 2019

CZERWIEŃ ZALEWA KADR - KAZIMIERZ URBAŃSKI

Na wystawę wybraliśmy się z Gusią. Jestem Jej bardzo wdzięczna za to, że nas wyciągnęła.Wystawa wisi do 25 sierpnia więc opis, który cytuje ponizej niechybnie zniknie, a dokonania Kazimierza Urbańskiego wydają mi się bardzo interesujące i szalenie inspirujące. Ciężko pisać o animacji opartej na walorach plastycznych ( aczkolwiek z fabułą ). Powiem jedno:-karygodne jest to, że przy okazji takiej wystawy nie wydano katalogu /monografii z filmami. Podejrzewam, że to kwestia kasy...a szkoda. 

Cytat ze strony Zachęty. “Kazimierz Urbański to jedna z kluczowych postaci w historii polskiego filmu animowanego. Znajomość jego dorobku niesłusznie jednak ogranicza się do realizacji w zakresie animacji. Wystawa prezentuje zarówno jego oryginalną twórczość filmową (obejmującą nie tylko filmy animowane, ale i dokumentalne), jej bliskie relacje z awangardową muzyką tego czasu (istotnym wątkiem jest współpraca z kompozytorami i dźwiękowcami ze Studia Eksperymentalnego Polskiego Radia), jak i różne aspekty ściśle z nią związanej działalności pedagogicznej. Jego biografia artystyczna usytuowana zostaje w kontekście polityki kulturalnej PRL-u. Możliwość realizacji własnych eksperymentów filmowych dawała mu współpraca z państwowymi wytwórniami filmów dokumentalnych, oświatowych czy animacji dla dzieci. Urbański działał więc na obszarach przynależących do peryferii rodzimej produkcji filmowej, w ramach — a jednocześnie „w poprzek” — państwowych instytucji.
Jego koncepcja filmu jako „kinoplastyki” — eksperymentu, dla którego polem poszukiwań i prawdziwą treścią (ukrytą pod fabułą) była „materia w ruchu” —  całkowicie nie mieściła się w ówczesnych strategiach polskiej kinematografii. Z kolei w realiach krakowskiej ASP połowy lat 50. (gdzie film i fotografia nie były uważane za pełnoprawną dziedzinę sztuki) projekt stworzenia pionierskiej jednostki edukacyjnej, w której przedmiotem nauczania byłby plastyczny eksperyment filmowy, wydawał się zupełnie nierzeczywisty. Jednak dzięki determinacji Urbańskiego w 1957 udało się założyć, przy Wydziale Scenografii, Pracownię Rysunku Filmowego. Choć początkowo niepozorna, wpłynęła w poważnym stopniu w następnym dziesięcioleciu na polskie kino. Co więcej, w wyniku starań Urbańskiego udało się również doprowadzić do otwarcia w 1966 roku krakowskiej filii Studia Miniatur Filmowych w Warszawie (działającej przy PRF), mającej być — według jego założeń — pracownią-laboratorium i której nadał nieformalną nazwę  „tygla laboratoryjnego”.

Artystyczny dorobek Urbańskiego sytuuje się na pograniczu filmu i sztuki. W Polsce lat 50. i 60. XX wieku te dwa obszary były od siebie właściwie odseparowane. To dlatego jego twórczość funkcjonowała na marginesie polskiego dyskursu filmowego, a jednocześnie zupełnie nie zaistniała w artystycznym obiegu tego czasu. Jednak jego działalność, która przygotowała miejsce w polu polskiej animacji dla artystów plastyków i doprowadziła do jej redefinicji, zmieniła bezpowrotnie ten obraz. Jako pedagog ukształtował kilka pokoleń twórców animacji w Polsce. W ramach wystawy prezentowane są wybrane filmy Wojciecha Bąkowskiego, absolwenta poznańskiej Pracowni Filmu Animowanego, której współzałożycielem był Kazimierz Urbański.”











Kolekcje samurajskie Krzysztofa Wojciechowskiego

Nie widziałam Krzysztofa całe lata i w dużej mierze to było przyczyna wybrania sie na wernisaż. Tekst który towarzyszył wystawie jest tutaj . Ja jednak pozwolę sobie napisać o swoich wrażeniach. Zgadzam się z tym, jak nazywa siebie Krzysztof - że jest konceptualistą lirycznym. W cyklach przedstawiających przedmioty spotykane na codzień widać ogromną czułość i pasje kolekcjonera. Miałam wrażenie, że ktoś pokazał mi zbierany latami zbiór roślin ususzonych w książkach, a każda roslina jest tak samo ważna, bo miała swój zapach, strukturę i...miejsce pochodzenia.

Na wernisażu spotkałam cała grupę znajomych. Przestałam robić fotograficzne wystawy, więc troszkę wypadłam z rytmu spotkań. Jednak miło było zobaczyć twarze osob takich jak Marek Grygiel, Grzegorz Rogala, Paweł Żak, Józef Piwkowski, Klara Kopcińska. Naprawdę sprawiło mi to dużą radość.






















poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Domek w Brzezinach

Zorganizowaliśmy sobie rodzinny plener w Brzezinach pod Lekartami. Przyjechalismy w niedzielę. I moge tylko powiedzieć, że znalazłam się w jednym z piekniejszych miejsc w jakich byłam. Domek ukryty jest w lesie. Jest uroczy i ma absolutnie wszystko to co potrzebne jest do życia plus...świety spokój. Właściciele domku są uroczy, dyskretni i pomocni. Do najbliższego sklepu 3 km. Akurat tyle, żeby wypad do sklepu był wydarzeniem bardzo zaplanowanym. Blisko znajdują dwa jeziora i lasy, pagórki, pola...Przez tydzień był z nami Antek, potem odwieźliśmy Go do Iławy i wsadziliśmy do pociągu. Zostaliśmy we dwójkę. Malowaliśmy, robiliśmy długie spacery, celebrowaliśmy posiłki i herbatę z samowara, oraz ogień z kominka.