Na 18 wczoraj wybraliśmy się do Muzeum Karykatury na wernisaż Marka Raczkowskiego. Ponieważ pogoda była piękna wybralismy się w autobusem i spotkalismy się pod Muzeum z Marleną i Kamą.
Po raz kolejny dochodzę do wniosku, ze muszę sobie kupić wernisażową małpę. Antek wyjechał na wakacje, zabrał swój aparat, a ja na wernisaze swojego grzmota z padającą elektroniką nosić nie chcę.
Przywitalismy się z Elą Laskowską. Zaczał się koncert. Śpiewał (ledwo) Maciej Zembaty. Piosenki były super, ale miałam wrażenie, że zaraz spadnie z krzesła. W tłumie snuły się "twarze", ledwo chodzacący, przypominający żółwia Tym, Janusz Grudziński itp. Sam autor sprawiał wrażenie, że jest na maxa nawalony i unosił się tak z pól metra nad ziemią. Po koncercie wszyscy rzucili się zdobywać bar, ja natomiast chcąc cokolwiek zobaczyć weszłam do budynku i poszłam oglądać prace. Przegrupownie sił umożliwiło mi dopchanie się się do rysunków, które...no rewelacja.
Precyzyjniej; dowcip zawarty w rysunkach wart wystawy. Publika popiskiwała z radości, wybuchała śmiechem i ja także. Mało się nie zakrztusiłam piwem.
Spotkałam Piotrka Michnikowskiego, chociaż mówiąc szczerze to spotkałam to co z Niego zostało, bo schudł strasznie. Jest na diecie, ale zaczyna moim zdaniem chorobliwie wyglądać. Twierdzi, że zmężniał! Jakaś głupia jestem? Szkieletor jest bardziej męski? Bo ... twardszy?
Zaczął padać deszcz. Pochowalismy się pod parasolami. Potem zaczęła się burza i oberwanie chmury. Cała publika stłoczyła się w salach muzeum. Wyjść się nie dało, bo za drzwiami stała ściana wody. Krzyś skołował jakiś sztuczny worek i po przejściu drugiej fali, w przerwie , gdy deszcz troche się zmniejszył ( pierwszą, żesmy przegapili), w czwórkę ruszyliśmy w stronę samochodu Marleny. Zrobilismy przerwę w bramie, Krzyś rozciął worek, żeby powierzchnia była większa i kontynuowalismy ewakuację. Musielismy śmiesznie wyglądać. Krzyś półnagi na boska z połamanym parasolem i pod białym workiem biegnące gęsiego dwie kobitki i dziecko.
Wieczór skonczyliśmy na kolacji u Marleny. Wyschnęlismy i już po rozgwiezdżonym niebem
przyszło nam czekac na ostatnie 189.



Po raz kolejny dochodzę do wniosku, ze muszę sobie kupić wernisażową małpę. Antek wyjechał na wakacje, zabrał swój aparat, a ja na wernisaze swojego grzmota z padającą elektroniką nosić nie chcę.
Przywitalismy się z Elą Laskowską. Zaczał się koncert. Śpiewał (ledwo) Maciej Zembaty. Piosenki były super, ale miałam wrażenie, że zaraz spadnie z krzesła. W tłumie snuły się "twarze", ledwo chodzacący, przypominający żółwia Tym, Janusz Grudziński itp. Sam autor sprawiał wrażenie, że jest na maxa nawalony i unosił się tak z pól metra nad ziemią. Po koncercie wszyscy rzucili się zdobywać bar, ja natomiast chcąc cokolwiek zobaczyć weszłam do budynku i poszłam oglądać prace. Przegrupownie sił umożliwiło mi dopchanie się się do rysunków, które...no rewelacja.
Precyzyjniej; dowcip zawarty w rysunkach wart wystawy. Publika popiskiwała z radości, wybuchała śmiechem i ja także. Mało się nie zakrztusiłam piwem.
Spotkałam Piotrka Michnikowskiego, chociaż mówiąc szczerze to spotkałam to co z Niego zostało, bo schudł strasznie. Jest na diecie, ale zaczyna moim zdaniem chorobliwie wyglądać. Twierdzi, że zmężniał! Jakaś głupia jestem? Szkieletor jest bardziej męski? Bo ... twardszy?
Zaczął padać deszcz. Pochowalismy się pod parasolami. Potem zaczęła się burza i oberwanie chmury. Cała publika stłoczyła się w salach muzeum. Wyjść się nie dało, bo za drzwiami stała ściana wody. Krzyś skołował jakiś sztuczny worek i po przejściu drugiej fali, w przerwie , gdy deszcz troche się zmniejszył ( pierwszą, żesmy przegapili), w czwórkę ruszyliśmy w stronę samochodu Marleny. Zrobilismy przerwę w bramie, Krzyś rozciął worek, żeby powierzchnia była większa i kontynuowalismy ewakuację. Musielismy śmiesznie wyglądać. Krzyś półnagi na boska z połamanym parasolem i pod białym workiem biegnące gęsiego dwie kobitki i dziecko.
Wieczór skonczyliśmy na kolacji u Marleny. Wyschnęlismy i już po rozgwiezdżonym niebem
przyszło nam czekac na ostatnie 189.





:) zycie Qlturalne :)) fajowo ;D
OdpowiedzUsuń