czwartek, 4 czerwca 2009

Zofia Stryjeńska

Wybraliśmy się dziś z Antkiem do Muzeum Narodowego na wystawę Zofii Stryjeńskiej. Weszłam do pierwszej sali i... klękłam. Poraził mnie format, kolor, rytm, żywiołowość. Znałam prace Stryjeńskiej z reprodukcji ale nie oddają one uroku oryginałow w najmniejszym stopniu. Miała kobieta rozmach, fantazję i poczucie humoru. Jednemu z Piastów np. dała w dłoń papieroska, gdzieś tam widać wystająca z kieszeni flaszeczkę.

Katalog z wystawy jest opasły i kosztuje fest. Gdybym nie musiała sobie kupić butów...echh. Nabyłam za to folder i wszystkie pocztówki po jednej sztuce. Znów żal, że kolor gdzieś uciekł, że pociągnięcia pędzla nie widać.
Ale pamiętam jak dźwięczą i wibrują kolorem w oryginale, a to już coś...





2 komentarze:

Komentarze anonimowe i obraźliwe najprawdopodobniej zostaną skasowane.