Leniwa troszkę ta sobota. Spaliśmy do 10, po śniadaniu na chwile wyskoczylismy do miasta po passe-partout i po powrocie oprawiłam rysunek Jacka Reczyńskiego. W przedpokoju teraz galopują mi rysunkowi szwoleżerowie gwardii , na szarym papierze w srebrnej ramie. Poszliśmy na basen. Potem celebrowaliśmy obiad: ryba, surówka z fenkułu i papryki. Białe wino, zimne schłodzone. Chwila spokoju i możliwości pogadania o książkach. Wakacje od rodzicielstwa...hehe. Tęsknie za smarkaczem, ale...no właśnie trzeba się też cieszyc tym, ze nie ma fochów przy obiedzie i poczucia, że trzeba CZYMŚ dzieciaka zająć.
Czekają na mnie rysunki, ale dzisiaj zrobie sobie wolne. Chyba moge sobie pozwolić na odrobinę lenistwa?
Czekają na mnie rysunki, ale dzisiaj zrobie sobie wolne. Chyba moge sobie pozwolić na odrobinę lenistwa?


napijmy się zatem i niech z nieba pada krew
OdpowiedzUsuńty uwazaj bo jak Antos wróci, przeczyta bloga ,to sie na ciebie obrazi :) ja na jego miejscu bym tez miala focha :D milego weekendu :*
OdpowiedzUsuńnapijmy się:)) i buziaki dla Was:)******
OdpowiedzUsuńsmarkaczem? chyba zawarłaś w tym slowie tak dużo pozytywnych emocji z nutą tęsknoty i niepokoju(?) również, jak sie tylko udało
OdpowiedzUsuń;-)