sobota, 27 czerwca 2009

sobota

Leniwa troszkę ta sobota. Spaliśmy do 10, po śniadaniu na chwile wyskoczylismy do miasta po passe-partout i po powrocie oprawiłam rysunek Jacka Reczyńskiego. W przedpokoju teraz galopują mi rysunkowi szwoleżerowie gwardii , na szarym papierze w srebrnej ramie. Poszliśmy na basen. Potem celebrowaliśmy obiad: ryba, surówka z fenkułu i papryki. Białe wino, zimne schłodzone. Chwila spokoju i możliwości pogadania o książkach. Wakacje od rodzicielstwa...hehe. Tęsknie za smarkaczem, ale...no właśnie trzeba się też cieszyc tym, ze nie ma fochów przy obiedzie i poczucia, że trzeba CZYMŚ dzieciaka zająć.
Czekają na mnie rysunki, ale dzisiaj zrobie sobie wolne. Chyba moge sobie pozwolić na odrobinę lenistwa?

4 komentarze:

  1. napijmy się zatem i niech z nieba pada krew

    OdpowiedzUsuń
  2. ty uwazaj bo jak Antos wróci, przeczyta bloga ,to sie na ciebie obrazi :) ja na jego miejscu bym tez miala focha :D milego weekendu :*

    OdpowiedzUsuń
  3. napijmy się:)) i buziaki dla Was:)******

    OdpowiedzUsuń
  4. smarkaczem? chyba zawarłaś w tym slowie tak dużo pozytywnych emocji z nutą tęsknoty i niepokoju(?) również, jak sie tylko udało
    ;-)

    OdpowiedzUsuń

Komentarze anonimowe i obraźliwe najprawdopodobniej zostaną skasowane.