piątek, 26 marca 2010

Wiosna, wiosna





Wczoraj wybrałam się do LORELEI na koncert Maji Olenderek.
Miałam zaproszenie od Adama Świtały, skończony rysunek dla Marleny, za oknem piekny wiosenny ciepły wieczór, więc uznałam, że trzeba się zrelaksować.
Nie żałuję. Koncert był bardzo fajny. To co słychać na profilu na MySpace jest zaledwie próbką tego jak to brzmi na żywo. Maja dobrze śpiewa, zespół gra doskonale, chórek z chmurek podśpiewuje zacnie i w rytmie. Jedna rzecz jednak drażniła mnie niemiłosiernie, mianowicie to, że wszystkie piosenki były po angielsku. I nie chodzi mi o rozumienie tekstu, tylko czasami ten angielski był jakoś "wbrew" muzyce. W dwóch kawałkach aż chciało się, żeby zabrzmiał hiszpański, a jeden prosił się o... niemiecki.
Zawsze mnie ciekawi dlaczego polski twórca MUSI pisać piosenki po angielsku? Czy to kwestia łatwości śpiewania, czy od razu próba robienia międzynarodowej kariery? Jestem w stanie zrozumieć, ze komuś podoba się melodia języka, ale skoro chodzi właśnie o nią to czemu nie próbować innych języków i innej melodyki?

Dziś zrobiłyśmy z Marleną i Antkiem krótki wypad do Łazienek. Będę brała na tapetę " Miłość w Warszawkich Łazienkach" i musiałam pstryknąć kilka rzeźb, póki je widać. Wiosna zasuwa w siedmiomilowych butach i jak pokażą się liście to zasłonią wiele detali.

1 komentarz:

  1. poproszę o więcej uśmiechów takich, jak na środkowym zdjęciu :)

    OdpowiedzUsuń

Komentarze anonimowe i obraźliwe najprawdopodobniej zostaną skasowane.