wtorek, 30 czerwca 2009

Flądra, świnia i inni

Burza krąży nad Warszawą. Zapisałam się do ortopedy. Dali mi termin na...październik. Zajebiście! Chciała zrobić prywatnie USG kolana, ale moge dopiero w czwartek. Ogólnie cud , miód i orzeszki:->


Wernisaż Raczkowskiego

Na 18 wczoraj wybraliśmy się do Muzeum Karykatury na wernisaż Marka Raczkowskiego. Ponieważ pogoda była piękna wybralismy się w autobusem i spotkalismy się pod Muzeum z Marleną i Kamą.

Po raz kolejny dochodzę do wniosku, ze muszę sobie kupić wernisażową małpę. Antek wyjechał na wakacje, zabrał swój aparat, a ja na wernisaze swojego grzmota z padającą elektroniką nosić nie chcę.

Przywitalismy się z Elą Laskowską. Zaczał się koncert. Śpiewał (ledwo) Maciej Zembaty. Piosenki były super, ale miałam wrażenie, że zaraz spadnie z krzesła. W tłumie snuły się "twarze", ledwo chodzacący, przypominający żółwia Tym, Janusz Grudziński itp. Sam autor sprawiał wrażenie, że jest na maxa nawalony i unosił się tak z pól metra nad ziemią. Po koncercie wszyscy rzucili się zdobywać bar, ja natomiast chcąc cokolwiek zobaczyć weszłam do budynku i poszłam oglądać prace. Przegrupownie sił umożliwiło mi dopchanie się się do rysunków, które...no rewelacja.
Precyzyjniej; dowcip zawarty w rysunkach wart wystawy. Publika popiskiwała z radości, wybuchała śmiechem i ja także. Mało się nie zakrztusiłam piwem.
Spotkałam Piotrka Michnikowskiego, chociaż mówiąc szczerze to spotkałam to co z Niego zostało, bo schudł strasznie. Jest na diecie, ale zaczyna moim zdaniem chorobliwie wyglądać. Twierdzi, że zmężniał! Jakaś głupia jestem? Szkieletor jest bardziej męski? Bo ... twardszy?

Zaczął padać deszcz. Pochowalismy się pod parasolami. Potem zaczęła się burza i oberwanie chmury. Cała publika stłoczyła się w salach muzeum. Wyjść się nie dało, bo za drzwiami stała ściana wody. Krzyś skołował jakiś sztuczny worek i po przejściu drugiej fali, w przerwie , gdy deszcz troche się zmniejszył ( pierwszą, żesmy przegapili), w czwórkę ruszyliśmy w stronę samochodu Marleny. Zrobilismy przerwę w bramie, Krzyś rozciął worek, żeby powierzchnia była większa i kontynuowalismy ewakuację. Musielismy śmiesznie wyglądać. Krzyś półnagi na boska z połamanym parasolem i pod białym workiem biegnące gęsiego dwie kobitki i dziecko.

Wieczór skonczyliśmy na kolacji u Marleny. Wyschnęlismy i już po rozgwiezdżonym niebem
przyszło nam czekac na ostatnie 189.













poniedziałek, 29 czerwca 2009

rozlatuję się?

Matko! Co za czas! W sobotę zaczęło mi nawalać kolano. Dopada mnie momentami przenikliwy ostry ból, jakby rozpadało mi sie cos w środku. Wiedziałam, ze kolano jest nie w porządku, kiedyś sobie je załatwiałam spadając z konia. (Nie ma jak kontuzje z czasów szczenięcych.) Ale, żeby aż tak?! Wzięłam dziś skierowanie do oropedy, jutro jade zrobic USG kolana, a potem zobacze, co dalej...

niedziela, 28 czerwca 2009

Zmierzch-Kalina i Piotr



Oto piosenka. Śpiewała ją Kalina Jędrusik kiedyś tam w pierwszych odcinkach "Kabareciku Starszych Panów" Poniżej śpiewa ją Piotr Michnikowski. Też ładnie...Fajnie, że czasem ktoś sięga po te stare dobre utwory.

sobota, 27 czerwca 2009

sobota

Leniwa troszkę ta sobota. Spaliśmy do 10, po śniadaniu na chwile wyskoczylismy do miasta po passe-partout i po powrocie oprawiłam rysunek Jacka Reczyńskiego. W przedpokoju teraz galopują mi rysunkowi szwoleżerowie gwardii , na szarym papierze w srebrnej ramie. Poszliśmy na basen. Potem celebrowaliśmy obiad: ryba, surówka z fenkułu i papryki. Białe wino, zimne schłodzone. Chwila spokoju i możliwości pogadania o książkach. Wakacje od rodzicielstwa...hehe. Tęsknie za smarkaczem, ale...no właśnie trzeba się też cieszyc tym, ze nie ma fochów przy obiedzie i poczucia, że trzeba CZYMŚ dzieciaka zająć.
Czekają na mnie rysunki, ale dzisiaj zrobie sobie wolne. Chyba moge sobie pozwolić na odrobinę lenistwa?

piątek, 26 czerwca 2009

na poprawe nastroju

Słońca!!!!


Rano coś tam poświeciło, a po południu....no właśnie znowu lało. Wieczorem byłam umówiona z Agnieszką Słowik-Kwiatkowską w Jazz Bistro. Grali tam jej znajomi. Na spotkanie poszłam z parasolem, kurtką przeciwdeszczową i do ostatniej chwili nie wierzyłam, że burza która się zaczęła ok 18 pozwoli mi wyjść z bloku.

czwartek, 25 czerwca 2009

środa, 24 czerwca 2009

Pora deszczowa

Rano pojechałam do WSiPu. Przywiozłam ze sobą stosik opasłych książek do botaniki i biologi. Będę rysować komórki, kiełkującą fasole itp. Szłam przez miasto z dużym worem, bo taką subtelną i szalenie kobiecą mam torbę, aczkolwiek dla wyrobnicy sztuki bardzo przydatną, bo pakowną.
Chmury straszą deszczem, ciągle i nieustająco. Ołów wciska w ziemię...
Troszkę mną tarmosić zaczyna tęsknota za Antkiem. Siedzi smyk u babci i ma wakacje. Deszcz pada ciągle w całej Polsce, ale na wsi w Łazorach jest też kuzynka Antka , Karolinka, więc chyba się nie nudzą tak bardzo.
Ja za to pracuję, przynajmniej się staram. Zarabiam na chlebek z szynaczką... hehe, a naprawdę to na nowy aparat bo stary mi się zborsuczył.
Wczoraj zostałam porwana z domu przez Marlenę i przeglądałyśmy różne materiały z którymi COŚ trzeba będzie zrobic. Zaczęłyśmy od założenia konta dla Marleny na Youtube, żeby wrzucac filmiki ze spektaklu.

Spędziłam kilka godzin przy kompie i znów drętwieją mi palce lewej dłoni. Chyba jednak muszę iść na te badania....

Tak dłubię dziś w tym poście i dłubię, ale stwierdziłam, że mnożę je ponad potrzebę. Narysowałam kiełkowanie fasoli, wskanowałam i obrobiłam. Skończyłam książkę o Dagny, zaczęłam "Wyznanie gorszycielki" Ireny Krzywickiej. No i zaraz muszę znów do roboty wrócić. Czekają na mnie rysunki komórek.
Powinnam tez zacząć okłądkę na DVD Marleny, bo mam materiały, ale chyba dziś już chyba skończę prace przy kompie bo ile można?

Chodzi za mną....

Szare Dni we Wrocławiu


Niestety nie dam rady pojechać. Ale zdjęcia żyją, wystawa jeździ po Polsce, a to ważne.

wtorek, 23 czerwca 2009

Gdzie jesteś najdroższy



W końcu mam piosenki ze spektaklu w Witkacym. Będę je sukcesywnie linkować.

Powrót do rzeczywistosci

Wczoraj po podrózy, zrzuciłam filmy na kompa i jak Krzyś wrócił z pracy pognaliśmy na spotkanie z Mariuszem i Manią, którzy dziś rano wracają do Szkocji. Była Lenare z Jackiem, Kalua i jeszcze kobietka o imieniu Agata nie znana mi blizej. Wieczór minął jak z bicza strzelił. Oczy szczypały od dymu papierosowego, a potem z żalu, że już trzeba iść do domu.

Zajrzałam do torby swej i ...wyciągnęłam szklankę, którą zabrałam wczoraj z knajpy. No kurde, ukradłam szklankę! I zapomniałam o tym, mózg wiewiórki rządzi się swoimi prawami. Czy będą mnie podpiekać na ruszcie w piekle za to?

poniedziałek, 22 czerwca 2009

Furioso - Stare Żukowice





Jestem w domu


Jeszcze dziś rano, Furioso żegnało mnie deszczem. Zabierałam ze sobą autem Grzesia Krzyżaniaka., który musiał dostać się do Łodzi. W Warszawie wpakowałam Go w autobus 131, który ma pętle niedaleko mnie, a kończy bieg na Centralnym. Bliżej dworca jak ten autobus podjeżdża, to chyba tylko taksówką można.:->

Skończył się plener u Alexa w Furioso. Pogoda była bardzo w kratkę z przewagą deszczu, ale towarzystwo zacne i cudowni gospodarze potrafili sprawić, że deszcz był tylko szumiącym tłem. Na plener dojechali Bożena Tomczak-Wrona, Agnieszka Słowik-Kwiatkowska, Jacek Reczyński, Grzegorz Krzyżaniak, Zbyszek Kotowski, Marek Hołda, Piotr Michnikowski.

Wczoraj była wystawa. Rano montaż, potem przyszli goście. Tak jakos fajnie jest u Alexa, że goście przychodzą i ...wychodzą z obrazami, rzeźbami, rysunkami. Sprzedałam obrazek z aniołem. Ten duży koński łeb i koniki w czerwieni zostały u Alexa i Ani.
Jak zwykle muszę zmontować filmik, wrzucić foty na bloga w formie slajdu. Tych ostatnich nie robiłam dużo, więc juz mam pierwszą selekcje uczynioną.

niedziela, 14 czerwca 2009

Juz za chwileczke

Jade na plener....jutro z samego rana. Jadę TU

sobota, 13 czerwca 2009

piątek, 12 czerwca 2009

zabaweczki








Byliśmy z Antkiem na spacerze. Poszliśmy przewietrzyć zabawki;))

Troche ciepła w deszczowe dni



piątek, 5 czerwca 2009

Pogrzeb Ewy

Znalazłam w telefonie SMSa od Ewy co załatwiło mnie to zupełnie, na dzień dobry zanim wsiadłam do pociągu. Na cmentarzu w kaplicy puściły mi nerwy. Płakałam cały czas, a przemowa Anety Gawkowskiej rozwaliła mnie tak, że mało nie zemdlałam. Odprowadziliśmy Ewę i dżwięk ziemi sypanej na trumnę zaatakował mnie bólem głowy, który mimo proszka przeciwbólowego przeciagnał się przez całą konsolację i odprowadził mnie do Warszawy... Idę spac bo oszaleję.

czwartek, 4 czerwca 2009

Zofia Stryjeńska

Wybraliśmy się dziś z Antkiem do Muzeum Narodowego na wystawę Zofii Stryjeńskiej. Weszłam do pierwszej sali i... klękłam. Poraził mnie format, kolor, rytm, żywiołowość. Znałam prace Stryjeńskiej z reprodukcji ale nie oddają one uroku oryginałow w najmniejszym stopniu. Miała kobieta rozmach, fantazję i poczucie humoru. Jednemu z Piastów np. dała w dłoń papieroska, gdzieś tam widać wystająca z kieszeni flaszeczkę.

Katalog z wystawy jest opasły i kosztuje fest. Gdybym nie musiała sobie kupić butów...echh. Nabyłam za to folder i wszystkie pocztówki po jednej sztuce. Znów żal, że kolor gdzieś uciekł, że pociągnięcia pędzla nie widać.
Ale pamiętam jak dźwięczą i wibrują kolorem w oryginale, a to już coś...